Trochę mocne zdanie jak na początek, ale o co chodzi? Ostatnio, a raczej jakiś czas temu (początek grudnia) postanowiłem założyć konto na Twitterze. Bo to jest wow, uber super i bez tego żyć się nie da – tak przynajmniej wynikało z komentarzy, wpisów i opinii na subskrybowanych przeze mnie blogach (normalnym RSS-em ;]). Założyłem, dodałem kilku znajomych (a raczej – według twitterowego nazewnictwa – zacząłem śledzić ich poczynania) i… tyle. Minęły 3 miesiące i… “twittnąłem” jedną rzecz, generalnie jakiś syf złapany na last.fm (gierka Sony Fantasy Festival – chociaż grą tego już nie nazwę). Znajomi zaprezentowali się nie lepiej.

Powód? Idea mikroblogowania jest nieużyteczna i bez sensu; jest jakby krokiem wstecz w rozwoju (i trudno powiedzieć czyim – ludzi korzystających z Sieci, czy samej Sieci, ale logika podpowiada, że to ludzie są tym kruszejącym ogniwem). O, kolejne mocne słowa ;] Dlaczego tak sądzę? Z banalnego powodu: co racjonalnego można przedstawić w 140 znakach, do których jest ograniczona wiadomość na Twitterze? NIC. Oczywiście w tym miejscu nastąpi krytyka, że przecież da się podać linki, które wskazują na bogatszy artykuł na blogu, czy jakiejś stronie. No fajnie, ale to samo robi RSS, czy Atom i to z niejakim powodzeniem oraz rozpowszechnieniem. Ale nie jest trendy – i to jest zasadniczy ból.

Jeszcze w ramach podpory merytorycznej diagramik na temat zawartości “tweetów”:

![Content_of_Tweets_Graphed1

(Źródło: Wikipedia)

Cóż – tego chyba nikt nie podważy – mniej niż 1/4 wszystkich wpisów na Twitterze jest godna spoglądnięcia, i to biorąc pod uwagę niewielką ilość spamu ze względu na nowość źródła przekazu. Potem będzie tylko gorzej. A – i nie wspominamy w ogóle o kwestii merytorycznej tych całych “tweetów”.

Nie lepiej jest także na innych serwisach mikroblogowych, a tych niestety jest już całkiem dużo – flaker, Śledzik, blip, facebook (także się w to przekształcił).

Ale zresztą, czym się przejmuję – jest przecież oczywistym, że ludzie stają się coraz większymi idiotami. Poziom nauki w szkołach wyraźnie spada z roku na rok (i to dotyczy nie tylko matematyki w liceum, z której po ministerialnych cięciach programowych, zostało tyle, że jest to śmiechu warte), a żeby było śmieszniej głównym winnym całej tej sytuacji jest właśnie Internet. Mimo iż wnosi mnóstwo wszystkiego, to nie promuje “nauki” – jest wielkim rozpraszaczem uwagi, a dodatkowo oferuje wszystko gotowe. Tylko brać i korzystać.

Ludzie z definicji są leniwi i wybierają praktycznie zawsze drogę o najmniejszej linii oporu. Do tej pory ten tok rozumowania prowadził do rozwoju techniki, jednak w tym momencie Internet mimo swojej wspaniałości odwraca ten proces, przynajmniej w kwestii rozwoju intelektualnego młodych ludzi. Po co czytać książki, skoro można przeczytać ich streszczenia w Internecie, po co czytać artykuły prasowe skoro można ich nie czytać, albo przeczytać skrócone wersje (albo tylko wręcz nagłówki i wstęp). Jakby logicznym następstwem wydaje się teraz pojawienie mikroblogów o zabójczo wielkiej zawartości tekstu – aż 140 znaków.

Cóż, tekst może trochę na wyrost, ale mocno na mnie wpłynął artykuł z ostatniej Wyborczej na temat czytelnictwa w Polsce (a raczej jego spadku). Dla zainteresowanych: Artykuł 'Nie ma książek, nie ma nas', który zresztą gorąco polecam.

Ech… No i znowu się rozpisałem, i znowu na temat niezwiązany z programowaniem… Cóż, ale może będzie z niego tyle dobrego, że rozjaśni trochę ludziom w głowach (ale i tak w to wątpię); a tymczasem zaloguję się na swojego Twittera (konta nie usuwałem jeszcze), wkleję link do tego wpisu – przez co bardzo szybko się wypozycjonuje dzięki wujkowi Google i przez co dużo osób będzie miało do tego tekstu dostęp i zdecydowana większość osób, które w link klikną i odwiedzą blog PureDev wykrzyknie “Co to ku^&a, książkę tu ten człowiek napisał, czy jak? Wy&^$%$lam stąd!” :) Nie ma to jak bezinteresowna i bezwarunkowa wiara w ludzkość, tak? :>